Dla dobra dzieci… // adw. Małgorzata Tatucha

2 lutego 2021
Kategoria: Felieton

Dla dobra dzieci…

… to argument, który bardzo często pojawia się w wypowiedziach kobiet szukających pomocy w Centrum Praw Kobiet, próbujących zracjonalizować zwłokę w podjęciu decyzji o rozstaniu z partnerem. Te rozmowy prowadzimy często wtedy, gdy dzieci są już dorosłe, bądź za chwile tę dorosłość osiągną i – zdaniem ich matek – nie doceniają tego, że postanowiły one wytrwać u boku przemocowego partnera, aby tylko pociechy wychowywały się w pełnej rodzinie. Zdarza się, że wychowane w przemocowej rodzinie dzieci same stają się sprawcami przemocy wobec matek, odwracają się od nich, odmawiają wsparcia w chorobie, biedzie. Opowiadające te historie kobiety mają poczucie zmarnowanego życia, pytają „Gdzie popełniłam błąd? Czy to moja wina?”.

Zatem jak to się dzieje, że tak często spotykamy kobiety właśnie w tym momencie ich życia, kiedy zostają same, nierozumiane i odepchnięte przez najbliższych, nierzadko w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej, borykające się z kłopotami zdrowotnymi, mieszkaniowymi, zawodowymi?

Odpowiedź jest prosta: reagują zbyt późno na przemoc, której doświadczały często od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Dlaczego nie reagowały na czas? Ponieważ wychowały się w kulturze tolerancji dla przemocy wobec dziewczynek i kobiet na każdej płaszczyźnie życia, nadto nasączono je narracją obarczania kobiet odpowiedzialnością za to, że stają się ofiarami przemocy. Co gorsza, to rzeczywistość, w jakiej funkcjonowała lwia część osób odpowiedzialnych za udzielanie tym kobietom wsparcia, czyli pracowników pomocy społecznej, policjantów, prokuratorów, adwokatów, sędziów, którzy również nie zareagowali w porę, albo ich reakcja była nieadekwatna do sytuacji.

Z przykrością stwierdzam, że relacje naszych pań wpisują się często w następujący schemat: kiedy, jako młode matki, poświęcały się opiece nad dziećmi, a ich mężowie/partnerzy realizowali się zawodowo i wylewali swoje frustracje w zaciszu domowego ogniska, mówiono tym kobietom, że „siedzą w domu”, nie mają kierownika ani „dead line’ów”, nie zarabiają pieniędzy, nie znają prawdziwego życia, zatem winne są swoim partnerom wdzięczność i posłuszeństwo za to, że je utrzymują. Kiedy wróciły do pracy zawodowej, podział obowiązków w domu często nie ulegał jednak zmianie: oni byli odpowiedzialni za zarabianie pieniędzy, a one – za dopilnowanie dzieci, wywiadówki, zakupy, obiady, porządki… Dochody kobiet były mizerne z powodu konieczności sprawowania opieki nad często chorymi dziećmi, licznych zwolnień lekarskich, czy przerwach w zatrudnieniu spowodowanych brakiem dyspozycyjności.

Przemoc pojawiła się zwykle niemalże niezauważona: początkowo jako drobna uszczypliwość, że koszula źle wyprasowana, że zupa odrobinę przesolona. Potem było oczekiwanie, aby po każdych zakupach kobieta okazała paragon, bo „za dużo wydajesz”, „gdzie podziewają się te pieniądze”, „musimy mieć kontrolę nad wydatkami”. To wszystko okraszone nierzadko złośliwościami na temat trwonienia czasu na pogawędki z siostrą/matką/koleżanką, kontrolowanie w związku z tym telefonu i poczty elektronicznej. Wymuszanie seksu często nie było postrzegane jako forma przemocy, bo przecież to jeden z małżeńskich/partnerskich obowiązków. Poszturchiwanie, spoliczkowanie, kopniak – to z powodu alkoholu, to wódka była odpowiedzialna za agresję, ale on przecież ma tak odpowiedzialny i stresujący zawód, te kilka drinków na wieczór to przecież na rozluźnienie…

Optyka kobiet funkcjonujących w tych warunkach jest często taka: zawsze może być gorzej, nie bije mnie przecież (albo nie bije tak mocno), dobrze zarabia (choć nie wiem, ile i nie mam dostępu do jego konta, bo nie potrafię rozsądnie gospodarować pieniędzmi), dzieci mają wszystko, ale przede wszystkim wychowują się w pełnej rodzinie. To przykre, że nikt mnie nie docenia, że moje potrzeby są marginalizowane, ale najważniejsze, aby dzieciom niczego nie brakowało. Gdybym zdecydowała się odejść, nie poradzę sobie finansowo, nie mam oszczędności, nie zapewnię dzieciom takich warunków, w jakich teraz funkcjonują, nie znajdę przecież dobrze płatnej pracy w tym wieku i z tym doświadczeniem, nie mogę wyrządzić im takiej krzywdy. Zresztą, kto mi uwierzy, że on jest przemocowy? Przez tyle lat dbałam o nasz wizerunek idealnej rodziny, nigdy nikomu nie poskarżyłam się na jego zachowanie.

Mijają lata, a dzieci obserwują takie oto zjawisko: ojciec pracuje, to dzięki jego wysiłkom wyjeżdżamy na drogie wakacje i mamy najnowsze modele telefonów; matka niewydolna finansowo i zawodowo, bez ojca zginie, nawet domu do końca nie ogarnia; chcemy być tacy, jak ojciec – silni, dominujący, pragniemy kariery i pieniędzy, nie chcemy holować za sobą życiowych nieudaczników.

Efekt? Kiedy mężczyzna decyduje się odejść, bądź jest do tego zmuszony np. w związku z toczącym się postępowaniem karnym w przedmiocie znęcania nad partnerką, dzieci podążają za nim, jako za osobą dysponującym zapleczem finansowym, a także pokrzywdzonym w związku z niesłusznymi oskarżeniami matki, której przez tyle lat niczego nie brakowało i nic nie przeszkadzało, aż tu nagle zarzuca „przemoc”… Kobieta – mimo iż poświęciła swoje dorosłe życie na wychowanie dzieci i prowadzenie domu – traktowana jest jako pasożyt, który – domagając się od byłego męża alimentów, czy sprawiedliwego podziału majątku – liczy na „rentę po mężu/partnerze”.

Czy te historie mogły potoczyć się inaczej? Być może. Co jednak jest najistotniejsze – sam fakt, że wysłuchałyśmy ich tak wiele, świadczy o tym, iż indywidualne cechy każdej z tych kobiet miały tu marginalne znaczenie. Tymczasem niemalże wszystkie te kobiety przede wszystkim siebie postrzegają, jako przyczynę wszelkich problemów w małżeństwie/związku partnerskim, co często jest owocem niestrudzonych „wysiłków” ich mężów/partnerów.

To wyzwanie dla nas. Wiele pań – dzięki naszej skromnej pomocy – odzyskało kontrolę nad swoim życiem i – mimo, iż wcześniej nie śmiały o tym nawet marzyć – odrodziło się na gruncie osobistym, zawodowym, ekonomicznym, odnosi sukcesy i cieszy się tzw. świętym spokojem.

Naszą ambicją jest, aby przywołany wyżej schemat powielany był jak najrzadziej. Stąd akcje edukacyjne, liczne publikacje, wsparcie specjalistów w Centrum Praw Kobiet. Walczymy o prawa kobiet, o ich godność, zwalczamy stereotypowe myślenie i przemoc instytucjonalną. Wierzymy, że skutecznie działamy na polu edukacji i pomocy kobietom, aby miały siłę podejmować trudne decyzje, potrafiły przewidzieć ich konsekwencje, nie dezerterowały przed nowymi wyzwaniami i opierały się naciskom ze strony rodziny, znajomych, kościoła, którzy zwykle „wiedzą lepiej”.

Rok 2021 przyniósł nam nowe wyzwania. Wyrokiem TK ograniczono podstawowe prawa człowieka w Polsce, co z całą pewnością skutkować będzie cierpieniem wielu kobiet. Jak powiedział Albert Einstein „Przemoc niekiedy pozwala rozprawić się szybko z jakimiś przeszkodami, ale nie jest zdolna czegokolwiek stworzyć” i tą myśl dedykujemy politykom, którzy przyczynili się do aktualnej sytuacji.

One comment

  1. Anna pisze:

    Pani Mecenas była moim wsparciem na sali sądowej. Jeszcze raz dziękuje za postawienie mnie do pionu i daniu siły do walczenia.
    Jak czytałam ten tekst przypominałam sobie swoje 13 lat życia- a teraz dziękuje za święty spokój. Osiągnęłam go dopiero po 2 latach od rozstania. Trzymam kciuki za wytrwanie i szacunek dla siebie.

Skomentuj Anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

← Powrót do bloga
Pomoc w czasie pandemii Pomoc w czasie pandemii