Bliskość i bicie – wywiad ze Sławomirem Budnerem // Agnieszka Wesołowska

10 listopada 2020
Kategoria: Psychologia

Sławek Budner jest terapeutą, specjalistą ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Zima, siedzimy w pokoju spotkań terapeutycznych. Na środku szklany stoliczek. Na dolnej półeczce stoliczka kartonik chusteczek. Wygodne fotele, kanapa, jakaś kulawa szafa. Po prawdzie, to jest tu obrzydliwie, taka ciepława atmosferka, komfort w bieda-życiu. Dla własnej przyjemności wyciągam przed siebie nogi. Za oknem mróz, śnieg, z obcasów powoli skapuje błocko.

Sławek zajmuje lepsze miejsce – tyłem do okna – widzi mnie i wejście do pokoju. Ma szorstkie opuszki palców i kwadratowe paznokcie.

Umówiliśmy się na rozmowę o przemocy w rodzinie. Mam przed sobą cztery kartki A4 i pacam w nie długopisem.

Idą święta, więc porozmawiamy o świętach.

 

Agnieszka:

Jakie mogą być Święta dla rodziny, w której dzieje się przemoc?

Sławomir Budner:

Trudne.

Sprecyzuj.

Rodzina przemocowa na co dzień nauczyła się omijać bliskich, precyzyjnie organizować sobie czas. Dzieci w szkole, na kółkach zainteresowań, u kolegów, dorośli w pracy lub przy swoich zajęciach. A tu tradycja nakazuje, żeby się spotkać.

Może nie być gdzie uciec…

Przemoc, pamiętajmy, to nie tylko bicie, hałas i latające talerze.

Obrus źle położyłaś, nawet nie umiesz barszczu podać, nie garb się znowu, czy tu naprawdę nie można spędzić świąt jak należy… ”

Sławek przez chwilę patrzy na mnie. Potakuje. Mówi coś o rodzinach alkoholowych, ale wyłapuję z tego jedno zdanie.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że przemoc wychodzi w rodzinach alkoholowych, ale to nie jest jedyny czynnik.

A jaka jest przyczyna przemocy w rodzinie?

M. in. osobowość. Osobowości kształtują się przez całe życie. Czasem dlatego, że ta przemoc była w rodzinie sprawcy od zawsze. Jako dorosły sięga po nią – bo ona przynosi efekt. To zabrzmi jak paradoks, ale przemoc może być sposobem walki z poczuciem odrzucenia. Przemoc dzieje się, bo sprawca pragnie bliskości. Nie jest w stanie nawiązać normalnych relacji uczuciowych, szuka rekompensaty dla pustki i smutku.

Bliskość i bicie?

Sprawca chce zatrzymać przy sobie ofiarę. Ubezwłasnowolnia partnera, by zagarnąć jego uczuciowość. Może to robić na „gorąco” czyli ulegając spontanicznym, niekontrolowanym atakom, lub planować „na zimno” kolejne kroki uzależnienia od siebie ofiary. Tak czy inaczej – przemoc jest intencjonalna i sprawca ponosi za nią odpowiedzialność, bez względu na to, czy powoli zaplanował wszystko, czy też poniósł go w ataku szału.

Patrzę na kartonik chusteczek i czuję irracjonalną chęć, by kopnąć je czubkiem buta.

…bo „miał powód”?

Właśnie. Nawet jeśli wpada w szał to POWINIEN się znać na tyle, by przewidzieć taką reakcję i wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie. Sądy oceniając takie przypadki, podobnie jak w przypadku sytuacji, gdy ktoś był nieprzytomny na skutek upojenia alkoholowego lub narkotykowego, uznają, że sprawca sam się do takiego stanu doprowadził i tak czy inaczej ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. A skoro sądy nie zwalniają sprawców przemocy z odpowiedzialności…

…to dlaczego z takiej odpowiedzialności zwalniają ich zwykli ludzie?

Chciałaś powiedzieć „ofiary”?

Sławek uśmiecha się, a ja patrzę na te toporne paznokcie z zadziorami w około. Robię się twarda i przenoszę wzrok na twarz rozmówcy. Nienawidzę tego zwalania ciężaru na ofiarę. Przerywam bazgranie na moich kartkach A4.

Chciałam powiedzieć „zwykli ludzie”. Ofiary, ich rodziny, bliscy, znajomi, przypadkowi świadkowie.

To może częściowo leżeć w naszej kulturze. Weźmy choćby to głupie przysłowie „jak chłop baby nie bije, to w babie wątroba gnije”. Czemu ofiary to czynią? Pewnie z lęku – „bo może się zemścić, bo będzie dalej tu ze mną mieszkał”. Czasem męczy je najbliższa rodzina: „wsadziłaś go do więzienia!”. Niedawno rozmawiałem z kobietą, której teściowie zaproponowali, że jeśli ona wycofa zeznania przeciwko swojemu mężowi, to oni go sami zabiorą i będą od niej izolować. Wyobraź sobie, że ona rozważała taką ewentualność, a przecież rodzice nie mieli tak naprawdę możliwości powstrzymania syna przed kolejnymi aktami przemocy

A ja ją akurat świetnie rozumiem.

Wzruszam ramionami. Teraz Sławek patrzy mi w twarz.

Ona po prostu chciała spokoju. Świętego spokoju.

Może go kochała?

Zastanawiam się przez chwilę, czy słyszę w jego głosie nadzieję.

Nie sądzę, by miłość miała tu cokolwiek do rzeczy. Ale może mimo wszystko go nie nienawidziła, a to już dużo.

Znowu patrzę na chusteczki. Już nie chcę ich kopnąć. Chce mi się kichać.

Sprawca z reguły długo pracuje nad tym, by ofiara poczuła się sama i samotna. Wprowadza swoistą reglamentację kontaktów z rodziną i znajomymi, pojawiają się komunikaty w rodzaju „twoja siostra chce rozbić nasze małżeństwo, twoja przyjaciółka jest rozwiedziona, a my mamy jeszcze szansę”. Komunikaty idą też w drugą stronę „moja żona jest niezdarna, nie umie gotować, nie potrafi się ubrać, lepiej do nas nie przychodźcie, bo żona przypaliła właśnie cały obiad i wszędzie śmierdzi”. Ofiara staje się własnością sprawcy.

Zatrzymajmy się przy kwestii własności. Moje krzesło, moje mieszkanie, mój partner – już nie człowiek, a przedmiot. Pojawia się uprzedmiotowienie, w najlepszym wypadku infantylizacja partnera.

Robię się zła, bardziej niż wymaga tego zaangażowanie się w rozmowę. Moja przyjaciółka poznała dobrze sytuowanego faceta. Zaczęli się spotykać, przyszedł do niej do domu. W kuchni zatrzymał się przed wysłużoną lodówką. „Jaką ty masz lodówkę?!” zadziwił się. „Taka brzydka lodówka, teraz są nowoczesne i oszczędne, ja ci kupię lodówkę!”. „A powiedziałaś mu” zapytałam ją „żeby spierdalał?”. Nie wiem, co widać w mojej twarzy. Sławek z pasją rozwija temat. Szorstkie dłonie wykonują proste gesty.

Nawet mówi się, że partnera trzeba sobie wychować. Jak dziecko. Czasami oboje partnerzy dzielą się przemocą.

Ocieramy się tu o jakiś niebezpieczny mit, który mówi, że ofiara sama sobie zapracowuje na swoją sytuację, jest coś winna.

A świadkowie mówią „nie będziemy się wtrącać, bo nie wiemy jak było”. Albo mówią „ale to taki porządny człowiek, to niemożliwe, by bił żonę, ona pewnie sama rozbiła sobie głowę i pojechała na obdukcję”. Albo „ona musiała robić coś źle, że on ja tak traktował”.

Znałam kobietę, która była szarym cieniem swojego męża. On dobrze zarabiający, elokwentny, świetne ciuchy, świetna fura, dwa języki obce. Ona – szara gospodyni domowa, bez pracy, niezaradna, nic tylko przy garnkach, nawet ubrać się nie umiała. Potem okazało się, że nie dostawała grosza na siebie, nie wolno jej było pójść do pracy ani wychodzić dalej niż do ściśle określonego sklepu.

Sprawcy bardzo dbają o to, by ofiara miała odpowiednią opinię. Sprawca przywiązuje ofiarę do siebie – i siebie do ofiary. To jest doskonale działający układ dysfunkcyjny. Sprawca zapewnia sobie namiastkę opieki (ciepły dom), bezpieczeństwa (mogę by sobą) i akceptacji (rób co chcesz).

Idziemy na wigilię do rodziny i nagle, za drzwiami mijanego mieszkania słyszymy dziwne odgłosy. Czy powinniśmy reagować?

Sławek uśmiecha się skrępowany i mamrocze coś, że nie lubi dawać rad, bo każdy powinien takie rzeczy sam wiedzieć, a system działa niewłaściwie. Bez sensu rozmawiamy o systemie i ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wreszcie wydusza z siebie:

Przecież wiesz…

Mówię powoli:

Ale ja chcę to usłyszeć.

Tak.

Jak?

Ten kto chce zareagować to zareaguje prawidłowo.

Naciskam:

Zadzwonić na policję, bo może dziać się przestępstwo? A jeśli dyspozytorka powie „A czy jest Pan pewien? A może to tylko telewizor”?

Odpowiedzieć: „nie, nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że słyszałem coś złego”. Tak komuś może stać się krzywda”. Zgłaszamy tylko podejrzenie popełnienia przestępstwa, nie jesteśmy od czynności dowodowych.

Czy bać się konsekwencji? Bać się, że sprawca przemocy przyjdzie się zemścić… ?

Niczego się nie bać. Sprawcy przemocy domowej na ogół czują się pewnie u siebie, w swoich czterech ścianach.

W tym rzecz, że mówi to jakoś bez przekonania. Potem dodaje, że sprawcy potrafią być niebezpieczni i to bardzo.

Przed wyjściem ściskamy sobie ręce. Nawet nie są takie szorstkie, na jakie wyglądały. Zawijam się w szaliki i wychodzę. Na dworze wściekły mróz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

← Powrót do bloga
Pomoc w czasie pandemii Pomoc w czasie pandemii