„W sądzie zeznał, że „był zmuszony mnie zdradzać”, bo nie spełniałam jego oczekiwań” – wywiad z Danką // Agnieszka Wesołowska

22 grudnia 2020
Kategoria: Psychologia

Danuta prowadzi pracownię projektową i tam się umawiamy. Wchodzę przez piwnicę. Niski strop, czuję się przygnieciona, siadam na kulawym krześle. Danka się spóźnia, jej pracownica pozwala mi czekać. Po chwili wchodzi właścicielka. Wygląda na wysoką i smukłą, nosi strzeliste obcasy, jak ja. Jest świetnie ubrana, uczesana i nie potrzebuje makijażu, by wyglądać rewelacyjnie. Zdejmuje kozaki i zakłada klapki – teraz pasuje do piwnicznego wnętrza. I jak ja – okazuje się niewysoka.

Wiesz czego szukam?

Wesoły uśmiech.

Sławek mówił, że potrzebujesz materiału, żeby pisać o normalnych i nienormalnych.

Unoszę wysoko brwi. Danka wciąż się pogodnie uśmiecha.

A ty jaka jesteś?

No, ja chyba jestem nienormalna.

Dlaczego?

Skoro kolejny mąż mnie zostawił…

Znów się uśmiecha. Przydałaby się kawa i ciasteczka. I cukier, by nerwowo grzechotać łyżeczką w cukiernicy. Danka zaczyna jeść jabłko.

A ilu ich było?

Dwóch.

Teraz ja się uśmiecham. Mam wypracowany taki specjalny uśmiech luzaka, ocieplający bez pudła atmosferę. Danka patrzy na mnie i zasłania się jabłkiem. Gryz.

To nie tak dużo.

Nie?…

Nie, dużo to by było trzech albo więcej…

No, teraz jestem związana z trzecim partnerem.

Gryz.

Nieee, to wcale nie dużo. A dlaczego sobie poszli?

W moim pierwszym małżeństwie doszło do pierwszej zdrady, gdy nasza córka miała 11 miesięcy. Potem się to regularnie powtarzało. Ale gdy przychodziło do awantur słyszałam, że to moja wina. Bardzo umiejętnie wzbudzał we mnie poczucie winy i współodpowiedzialność za zdrady. Mówił, że go nie dość zaspokajam. Że jestem nie dość dobra. Miał swoje pasje – sport i myślistwo. Gdy zapraszał po polowaniu kolegów, to wymagał, żebym była wzorową, uśmiechniętą żoną, pięknie ubraną, na stole wykwintna kolacja i napoje. Jak ja miałam to robić, pracując zawodowo, przy dwójce dzieci, dopingując go w jego zainteresowaniach. Jeździłam z nim na polowania i zawody. Gdy zachciało mu się seksu, domagał się go natychmiast, egzekwował go nawet siłą.

Więc bzykał co popadnie?

Danka kiwa głową. Lewa dłoń układa się elegancko na jej udzie.

Bzykał co popadnie. Lubił starsze od siebie kobiety. Pierwsza była 6 lat starsza, następna – nie wiem ile, ale wyglądała na starszą. Ostatnia, o której wiedziałam, 11 lat różnicy.

Był z nimi dłużej?

A skąd!

Gryz. Danka cały czas mówi pogodnie, a w oczach ma uśmiech.

Każdą zostawiał. W sądzie zeznał, że „był zmuszony mnie zdradzać”, bo nie spełniałam jego oczekiwań. Najgorsze jest to…

Danka zasłania się jabłkiem. Lekko ciemnieje jej twarz, oczy nikną.

… że ja go tak tragicznie kochałam. Zaangażowałam się z całej duszy. Zawsze mi powtarzał, że będzie znów dobrze, że będzie lepiej. Ja go sobie wyobraziłam, ten chodzący ideał.

Gryz. Oczy jaśnieją. Kiwam głową, notuję: „wyobrażenie miłości”.

Kiedy wzięliście rozwód?

Oj, rozwód długo trwał. Mój prawnik – bo wtedy było mnie stać na prawnika – doradził mi, by wszystkie roszczenia rozbić na osobne sprawy. Osobno zakładałam sprawę alimentacyjną, osobno o opiekę nad dziećmi, osobno rozdzielność, wreszcie osobno rozwód. Całość ciągnęła się dwa lata – rozstaliśmy się w 1999 roku, a w 2001 orzeczono rozwód. Posadził wtedy przed sobą córki – Nina miała 9 lat, Michasia 5. Powiedział „już was nie kocham”.

Danka krzyżuje ręce, unosi prawie do końca obgryzione jabłko na wysokość twarzy, ale nie je. Obraca się lekko bokiem do mnie, frontem do biurka, patrzy na coś, nie na mnie. Słyszę szum pracującego w sąsiednim pomieszczeniu procesora. W biurze obok ktoś trzasnął drzwiami.

Jak na to zareagowały?

Nina? Strasznie. Bardzo to przeżyła. Była już w szkole, świetnie się uczyła, a wtedy nastąpił zwrot o 180 stopni. Przestała się uczyć, zaczęła się moczyć w łóżku. Miałam z nią ogromne problemy i szukałam fachowej pomocy. Trafiłyśmy do poradni pedagogicznej. Koleżanka mi poradziła…

A młodsza?

Michasia? Po niej spłynęło to jak po kaczce.

Danka uśmiecha się. Nie wiem, co jest w tym uśmiechu. Ton ma lekki.

Czy dzieci widziały wasze kłótnie?

Nie wiem. Nie wiem tego do dziś. Robert był wybuchowy – mogły słyszeć… I chyba słyszały, jak ja płaczę. Miałam taki swój azyl na strychu, gdy nie mogłam wytrzymać, brałam pranie i szłam na strych, tam płakałam.

W moim domu rodzinnym też był strych, na którym wieszaliśmy pranie. Surowe deski na podłodze, światło wpadające przez świetlik, rozwieszone pomiędzy belkami sznury. Widzę kobietę z miską prania, tak jakby to pranie musiało być zawsze gotowe na wypadek awantury, wilgotne, zimne rzeczy, nieprzyjemne w dotyku, miska z pomarańczowego plastiku. Wiesza ubrania na sznurach, znajdując gospodarnie czas na tak nieistotną rzecz jak płacz. Nie wolno marnować czasu.

Gryz jabłka.

Chrup.

Chrup.

Jakie dziewczyny są teraz?

Nina ma 20 lat i jest… bardzo zgorzkniała, jakby dźwigała bagaż życia. Ma chłopaka…. Ciężko mi go zaakceptować…

Dlaczego?

Danka mówi powoli, z namysłem, starannie dobierając słowa, ostrożnie, by nie powiedzieć niczego niepotrzebnego. Nie urazić człowieka, który nas nie słyszy i nigdy nie dowie się o tej rozmowie.

Jest leniwy. I niezaradny. Nie lubię ludzi, którzy nie mają marzeń, ambicji, chęci zmienienia swojego życia. Staram się być wobec Andrzejka w porządku. Nina chyba myśli, że go akceptuję.

Danka uśmiecha się przepraszająco. Długimi palcami o zadbanych paznokciach obraca ogryzek. Łagodnym, eleganckim ruchem odstawia go na stojący na biurku talerzyk. Pracuje ciężko, często fizycznie, bywa że nawet po 12 godzin dziennie, nie licząc czynności domowych, które wymagają czasu, wysiłku i siły. Ma śliczne dłonie. Moje ręce są szorstkie od mrozu, mają zadrapania, paznokcie nierównej długości i kształtu. Złości mnie zwłaszcza wygląd środkowego palca mojej prawej ręki – jakiś taki dziecinno-kwadratowy. I uświniłam go tuszem od długopisu, jak w szkole.

Dlaczego jej tego nie powiesz?

Próbować wpłynąć na jej decyzje, na jej życie? Wtrącać się? Próbowałam zwracać Ninie uwagę na jego wady, ale tak ogólnie, żeby nie poczuła się z tym źle. Skutek taki, że zaczęła pracować nad nim. Nie o to mi chodziło.

A Michasia?

Oooch, ona jest zupełnie inna. Teraz 16 lat. To taka… trzpiotka. Ma chłopaków, zmienia ich jak rękawiczki i rządzi nimi. Chłopcy, którzy nie chcą się podporządkować – nie nadają się.

Danka uśmiecha się. Nie wiem, chyba jest z tego dumna, z tego jaka jest jej młodsza córka, silna i niezależna. Ale nie wiem. Wcale tego nie wiem.

Trochę ją roznosiło i znalazłam dla niej wyjście – sport. Trenuje triatlon i ma znajomych przede wszystkim ze swojego środowiska.

„Twardzieli”?

Danka uśmiecha się, skłania lekko głowę potakując. 

Kiedyś na obozie sportowym polubiła bardzo jednego chłopca. A potem znalazła jego pamiętnik. Wiesz co zrobiła? – stanęła na środku stołówki i odczytała fragmenty z tego pamiętnika, mówiąc wszystkim, że taki chłopak, który takie rzeczy o innych pisze nie jest dla niej nic wart. Zadzwonił do mnie trener i pyta, co z tym zrobić, czy ją odesłać do domu? „Absolutnie nie!” ja na to. „Nawarzyła sobie piwa – niech teraz z tego się wyplątuje”.  Skończyło się na tym, że wszyscy siedzieli w stołówce, cały obóz i zadawali temu chłopcu pytania na temat jego zapisków w pamiętniku.

Robię wielkie oczy, nieruchomieję na moment z uniesionymi brwiami. W myślach wygłaszam mowę o niewłaściwości takiego postępowania wobec chłopaka, którego prywatne zapiski wyciągnięto na publiczne forum. Patrzę na Dankę i rozumiem, że nie wiem, co ona na ten temat sądzi. Przez ułamek sekundy zastanawiam się, jaki związek z płaczem matki na strychu ma grzebanie w cudzym pamiętniku.

Czy ich ojciec się z nimi kontaktował po rozwodzie?

Z początku walczył, jakieś 2-3 lata, potem nic. Pojawił się przed 18-stka Niny, narobił jej obietnic i zniknął. Z niczego się nie wywiązał.

Płacił alimenty?

Danka prycha lekceważąco.

Po co? W tej chwili jest zadłużony wobec nas na kwotę 37 tysięcy, plus odsetki, plus 20 tysięcy wobec skarbu państwa, bo przez jakiś czas pobierałam zasiłek alimentacyjny.

Wiesz gdzie go szukać?

Nie. Kiedyś przyszła kartka pocztowa z Toskanii: „serdeczne pozdrowienia dla Ninki i Michasi”. Potem podobna z Hiszpanii, z Toledo.

A byli teściowie?

Chyba nie wiedzą, gdzie on jest… Założyłam im sprawę alimentacyjną i tak, dostałam alimenty. 160 zł! Na obie. To była moja prawdziwa porażka życiowa i finansowa.

A teściowie w ogóle interesowali się wnuczkami?

Teść.

Danuta mocno akcentuje to słowo. Gdy mówi o teściu, stara się zachować pewien dystans i szacunek.

Nasze relacje są poprawne. Można użyć takiego sformułowania, że wychowałam sobie byłego teścia. Jeśli chce zobaczyć się z dziewczynkami – dzwoni i ustalamy szczegóły. Czasem chce je gdzieś ze sobą zabrać, nie wyrażam sprzeciwu, chyba że z jakichś powodów nam to nie pasuje. Teściowa…

Głos jej twardnieje.

…Teściowa zawsze w pełni trzymała stronę syna. Powiedziała mi nawet, że nie spełniałam jego oczekiwań w łóżku.

Wybucham śmiechem. Całe gardło rechotu. Potem mówię zupełnie celowo za głośno, za rozwlekle i ordynarnie:

No to trzeba było jej powiedzieć, żeby sama się tym zajęła. Skoro wie, czego syn potrzebuje w łóżku – niech się bierze do roboty.

Danka nie podejmuje wulgarnego tonu, nie śmieje się ze mną. Uśmiecha tylko enigmatycznie. Mówi jeszcze, że teściowa miała pretensje, że ta nie modli się do Boga o małżeństwo i miłość męża. I potem słyszę w jej głosie gorycz:

Jeszcze nie widziałam nikogo, komu by to pomogło.

Myślę w tym momencie, że pierwszy raz słyszę w tym głosie coś tak wyraźnego. Danka nie patrzy na mnie, gdy to mówi.

Kiedy związałaś się z następnym mężczyzną?

Trzy lata po rozstaniu z pierwszym mężem, a rok po rozwodzie. Zaczęłam spotykać się z Erykiem. Razem pracowaliśmy w zakładach graficznych. Ja byłam zastępcą kierownika, a on magazynierem. W zasadzie pomocnikiem magazyniera.

Danuta prostuje się z godnością i dumą: bycie pomocnikiem magazyniera nie jest niczym złym. Praca jak każda inna.

W twoim wieku?

Młodszy.

Danuta wypowiada to słowo wyjątkowo starannie, jakby zawierało treści o wiele szersze, jakby to jedno słowo wyjaśniało specjalne tajemnice. Patrzy przy tym na podłogę.

O siedem lat młodszy. Spotykaliśmy się, potem wzięliśmy ślub. Ja już nie chciałam mieć dzieci. On jednak chciał bardzo. Argumentował, że jest jedynakiem, że nie ma żadnych dzieci, więc wspólnie zadecydowaliśmy o dziecku. Zaszłam w ciążę i urodziłam Weronikę. Gdy miała sześć miesięcy – poszedł do więzienia.

Za co?

Za grzechy młodości. Naprawdę za grzechy młodości. Wdał się w jakąś bójkę mając 18 lat i dostał wyrok, ale prolongowano mu karę ze względu na brak miejsc w zakładzie karnym. Wiedziałam o tym, spodziewałam się tego. Gdy Weronka miała pół roczku dostał list o tym, że ma zgłosić się do zakładu. Trafił do więzienia na trzy i pół roku. Doszły do tego jakieś dodatkowe przewiny, razem odsiedział cztery i pół.

Muszę mieć pytanie w oczach, bo Danuta patrzy na mnie lekko niepewnie, porusza głową jakby chciała ominąć przeszkodę i robi subtelny gest dłonią. Nie dowiem się, o jakie dodatkowe przewiny chodzi. Nie wiem, jakie błędy młodości owocują ponad 4-letnim wyrokiem.

Jako dobra żona, przykładna matka…

Czy ja słyszę w jej głosie sarkazm? Szlag trafia moją znajomość ludzi – czy ja słyszę sarkazm? Lekko pochylam się w jej stronę i słucham uważniej.

…jako dobra żona, przykładna matka – byłam na wszystkich widzeniach, robiłam zakupy, wysyłałam paczki. Naiwna kretynka. Ani jednego widzenia nie opuściłam, jeździłam tam co tydzień, razem z dzieckiem. Pracowałam nad dzieckiem, żeby wiedziało, kim jest tata. Wieczorami oglądałam z nią albumy, opowiadałam o ojcu. Wymyśliliśmy taką bajeczkę dla niej, że Eryk pracuje za granicą – przez ostatni rok to on przyjeżdżał do nas na przepustki, nie pamiętała więzienia. I w ten ostatni rok zaczęła się polka-rock’n’rolka.

To znaczy?

Przyjeżdżał po to, żeby się nachlać. A za co? – za to co zabrał mi z torebki. Od tamtej pory zawsze mam torebkę na widoku. W domu, w pracy, wszędzie.

Kiedy zaczęłaś się orientować, co się dzieje?

Przed śmiercią jego ojca. Ojciec na łożu śmierci błagał go, żeby szanował swoją rodzinę, żeby jej nie rozbijał. Ojciec też skakał na bok…

Eryk cię zdradzał?

A jak?! On był typem człowieka, którego trzeba prowadzać za rączkę. Wrócił z zakładu karnego – zaprowadziłam go do urzędu pracy. Znalazłam kurs – zaprowadziłam go na ten kurs. Skończył szkolenie – znalazłam mu pracę. Zrobił się butny awanturnik i skory do bicia. A umiał bić. Poszedł do pracy – i tam znalazł sobie kobietę. Zastępcę kierownika. Schodziliśmy się i rozchodziliśmy. W pewnym momencie powiedziałam – nie. Rozeszliśmy się. Jeszcze krótko do niego jeździłam, z lekami.

Dlaczego woziłaś mu leki?

Bo mnie o to prosił.

Danuta odpowiada twardo i patrzy mi w oczy.

Sama bym tam nie jeździła.

Gdy spotykamy się dla wyjaśnienia nieścisłości w wywiadzie po kilku dniach, Danka dodaje od niechcenia:

No wiesz, jeszcze kilka razy był jakiś seks, czy rozmowa, ale potem powiedziałam twardo „nie, koniec” – i to urwałam.

Nie prowadziłam notatek z tej drugiej rozmowy. Po prostu zapamiętałam to zdanie.

Jest z tą samą kobietą teraz?

Skąd, ma kolejne baby. Gdy odkryłam, że ma kochankę – powiedziałam mu o tym.

Zrobiłaś awanturę?

Nie, stwierdziłam fakt. Wtedy mnie pobił. „No krzycz, wariuj” mówił do mnie. Powiedziałam „nie. Nie, bo TY tego chcesz”. Po trzech miesiącach to pobicie się powtórzyło. Za pierwszym razem siedziałam za kierownicą, jechałam 100 km/h, a on mnie bił. Szukałam miejsca, żeby zjechać na pobocze. Wyszłam z samochodu, a on mnie zaciągnął z powrotem. Bił raz po razie. Na prośbę teściowej nie zgłosiłam się na obdukcję. Usprawiedliwiała go, że to raz się zdarzyło. A ja uwierzyłam, w to, że to tylko ten raz się zdarzyło.

Kochałaś go?

Bardzo.

Danka nie płacze, nie łamie jej się głos. Ani razu nie płakała, nie robiła wrażenia załamanej i smutnej. Gdy mówi „bardzo” – czuję ciężar tego, co mówi. Bardzo.

Czy wyrażał żal za to co zrobił?

Nie. Było tak: „przebaczyłaś mi – zamykamy temat”. Nie chciał mnie słuchać, nie chciał rozmawiać. A potem chciał mnie zgwałcić i zabić.

Gdy Danka to mówi, mam wrażenie, że próbuje wagi swoich słów, szukając w mojej twarzy reakcji. Rozmawiam z nią, tu i teraz, więc wiem, że nie zabił.

Udało mu się?

Nie. Sąsiedzi mnie uratowali. Mieszkam na trzecim piętrze, a sąsiadka przybiegła z drugiej bramy z parteru. Razem z sąsiadem taksówkarzem włamali się do mnie. Sąsiad obezwładnił Eryka, zresztą ten był pijany. Sylwia pomogła mi się ubrać. Kąpałam się wtedy. Wywlókł mnie z wanny. Leżałam z głową pomiędzy muszlą a umywalką i krzyczałam. Powiedział, że mi zatka usta – i zatkał. Swoimi genitaliami. Miałam połamane żebra, chyba usiadł tu…

Wskazuje dłonią okolice mostka.

Musiał na tobie klęknąć.

Nie wiem… Może usiadł… Nie pamiętam… Ja… nie pamiętam wielu momentów, gdy to się stało. Ja… nie chciałam pamiętać tego… Potem pamiętam, że siedziałam w samochodzie sąsiada, w dresie… To był 27 lipca.

Teraz Danka patrzy mi w twarz.

Od tamtej pory 27 lipca staram się nie być w domu.

Nie rozumiem.

Dlaczego?

Są dni, których się boję. „Danusiu” powiedziała do mnie jego babcia „przykro mi, ale ja to widziałam”. Wtedy zrozumiałam, że teść mój bił teściową. Teściowa dodała „nie bój się, siniaki zejdą za 7 dni”. Nie zeszły. „Zapomnisz co się stało”. Nie zapomniałam.

Co wtedy postanowiłaś?

Że to koniec. Eryk co prawda zgłosił się zaraz na odwyk i leczenie, ale to już mnie nie obchodziło. Starał się nie wracać do domu lub wracać bardzo późno. Pojawiał się coraz rzadziej. Wreszcie w lutym wyniósł się z domu.

Zgłosiłaś pobicie na policji?

Nie, nie zgłosiłam.

Dlaczego?

Wyszedł warunkowo, a ja… złożyłam obietnicę jego matce.

Protestuję. Mam ochotę wstać i zrzucić wszystko z biurka. Mam ochotę zrobić coś spektakularnego. Zamiast tego mówię:

Ale to głupia obietnica.

Danka odpowiada z godnością.

Głupia. Ale ja z zasady dotrzymuję danych obietnic. Rzadko coś obiecuję, ale z zasady dotrzymuję danego słowa.

Muszę mieć taki wyraz twarzy, że Danka kilkukrotnie powtarza ostatnią wypowiedź. Robi to z dumą i wielką godnością. Chyba zdaje sobie sprawę z bezsensu tego, co mówi. Przeskakuję na inny temat. Pytam o Sławka, terapeutę. Danuta ożywia się, jej twarz rozjaśnia się uśmiechem.

Sławek? Och, cały czas jestem z nim w kontakcie. Trafiłam do niego po raz pierwszy, gdy rozwodziłam się z Robertem. Ze Sławkiem czuję bliskość. On… mnie słucha. Akceptuje mnie, wszystko, dokładnie tak jak jest.

Opowiedziałaś mu o tych wydarzeniach? O pierwszym pobiciu?

Nie. Nie chciałam. Chciałam po prostu porozmawiać.

Ale nie powiedziałaś tego, co ważne.

On mnie akceptuje taką, jaka jestem. Było mi źle i chciałam porozmawiać.

O czym?

Nie pamiętam.

A po drugim pobiciu?

Też byłam.

O czym rozmawialiście?

Nie wiem… Nie pamiętam… Rozmawiałam, nawet testy mi robił… Wiele rzeczy starałam się wykluczyć z pamięci… Nawet o nich nie rozmawiałam… Nigdy…

Ale teraz się zgodziłaś na rozmowę – dlaczego?

Mam nadzieję, że to komuś pomoże i druga taka naiwna jak ja już się nie trafi.

Zaczynam się śmiać. Odchylam się z krzesłem, poprawiam i śmieję się, serdecznie rozbawiona.

Och, znajdzie się, niejedna, znajdzie się!

Danka się nie śmieje. Chyba jej coś zabrałam. Przestaję się śmiać, notuję.

Jesteś teraz z kimś w związku?

Tak. On jest inny. Jest starszy. O cztery lata. Poza tym to nie ja wybierałam, to mnie wybrano.

Uśmiecha się z nadzieją. Promienieje, jak nastolatka.

Po odejściu Eryka zapisałam się do serwisu randkowego. Chciałam poznać kogoś nowego, spoza mojego środowiska. Jerzy jest inny. Pracowity. Pracuje tak samo długo jak ja. Prowadzi firmę i pracuje na etat. Nie boi się czynności domowych. Przychodzę do domu po 12 godzinach pracy i wiem, że on też pracował długo. A tymczasem czeka na mnie kolacja, on mówi „ty się połóż, a ja za ciebie wszystko zrobię”. Nie byłam do tego przyzwyczajona. Odkryłam świat, w którym nie muszę wszystkiego robić sama.

Miał żonę?

Tak. Jest w trakcie rozwodu. Został porzucony przez żonę.

Danka uśmiecha się z lekką wyższością – jakaś głupia kobieta porzuciła taki skarb. Myślę, że nadinterpretuję to, co widzę, że przesadzam, ale nie mogę się powstrzymać. Słyszałam już opowieści o podłych żonach, które bez słowa zostawiały mężów, a nawet o takich, które uderzały głowami w ściany, by pójść później na obdukcję i zgłosić pobicie. Opowiadali mi o tym z wielkim przekonaniem znajomi porzucanych mężów. Świat po prostu roi się od złych, niewdzięcznych kobiet, które nie doceniają tego, jak skarb miały w rękach.

Nie boisz się ryzyka, że to wszystko idzie za szybko?

Nie, biorę życie takie jakie jest. Żyję tu i teraz. Nie planuję niczego, żyję z dnia na dzień. W poprzednich związkach wszystko dokładnie planowałam i to z dużym wyprzedzeniem.

Przechodziłaś jakąś „klasyczną” terapię?

Nie, to były tylko luźne spotkania z terapeutą. Oczyszczają mnie te spotkania, jakby mi ktoś zrzucił bagaż z pleców.

Nie masz z kim porozmawiać?

Nie, tylko ze Sławkiem.

Nie masz przyjaciółek?

Nie.

Koleżanek?

Nie.

Nie masz ochoty spotkać się z kimś prywatnie i porozmawiać?

A czym się mam chwalić? Boję się takich rozmów.

A to trzeba się bać rozmów?

Boję się oceny ludzi.

Czy ktoś cię w życiu oceniał?

Teściowe. Zawsze byłam ugodowa, spokojna. Nie używam wulgaryzmów, jeśli już klnę to „cholera”. Nigdy nie uderzyłam moich dzieci, a pamiętaj, że dopiero od niedawna mówi się o wychowywaniu bez kar cielesnych.

Potrafisz powiedzieć „nie”?

Nie… Choć ostatnio już tak. Siedziałam z Jerzym w samochodzie i powtarzałam ostatnio „nie-nie-nie”, raz po razie.

I naprawdę nie chcesz nawiązać kontaktu z ludźmi?

A co mi ludzie mogą dać?

Nie chcesz MNIE o nic zapytać?

Nie.

Nie chcesz wiedzieć, kim jestem, co robię?

Nie.

Zgodziłaś się na rozmowę ze mną i nie chcesz NIC o mnie wiedzieć?

Nie.

Dlaczego?

Bo o prywatne sprawy się nie pyta.

Ale przecież można porozmawiać o czymś drobnym, lekkim, odpocząć przy drugiej osobie, otworzyć się tylko trochę.

Mam jedną koleżankę. Znajomą. Utrzymujemy kontakt, ona mnie pyta o radę w sprawie projektów, ja ją czasem pytam o sprawy bankowe i finansowe. Właściwie kontaktujemy się wtedy, gdy coś od siebie chcemy. Czasem z inną spotykam się na kawie. Rozmawiamy… o czymś nieistotnym.

A ta dziewczyna, która uratowała ci życie?

Sandra? A tak, z Sandrą się zaprzyjaźniłyśmy. Ale to… prosta osoba. Czasem mnie zapraszają na kawę. Ale… nie lubię niechlujstwa i czasami odmawiam.

Tam jest brudno?

Danka lekko kiwa głową.

Sandra to prosta kobieta?

Bardzo.

Dlaczego szukasz takich znajomości? Jesteś wykształcona. Wyglądasz świetnie. Masz świetne ciuchy. Nie porozmawiasz z nią nawet o modzie. Dla niej pokazy pret-a-porter nie mają znaczenia, dla niej ma znaczenie to, czy będzie miała co wciągnąć na grzbiet.

Danka przytakuje.

To bardziej koleżeństwo… nie przyjaźń.

I naprawdę nie chcesz niczego innego?

Nie.

NAPRAWDĘ nie chcesz wiedzieć czegoś o ludziach? O mnie?

W sprawy prywatne się nie wnika.

A jak to było w domu rodzinnym? Nie mówiło się o sprawach prywatnych?

Nigdy. Mama z ojcem nigdy się nie kłócili. Nie widziałam kłótni. Nie bili mnie za przewinienia. Tylko raz mama mnie zbiła. Dostałam od niej drewnianym wieszakiem. Uderzyła mnie i mówi „płacz”. A ja – „nie”. „Płacz!”. „Nie. Bo TY tego chcesz”. Połamała na mnie wieszak.

Mieli znajomych?

Taaak, kumplowali się z wujostwem. Ojciec miał kumpla, Wiesia. Remontowali razem leśniczówkę. Mama? Nie… Nawet nie znała za bardzo sąsiadów. Mama była nauczycielką, miała wyższe wykształcenie. Ojciec był robotnikiem i wiesz, w tamtych czasach mówiono do mnie, że jestem córką robola. A przecież ojciec to dobry i przyzwoity człowiek…

A Jerzy? Ma przyjaciół?

O tak! W ogóle większość informacji o nim przekazali mi jego przyjaciele. To są bardzo normalni ludzie. Żeby ukrócić wszelkie plotki i niejasności Jurek zorganizował grilla dla wszystkich i tam przedstawił mnie oficjalnie. Jak to się mówi „nalał im wody w usta”… Wiesz, w jego kamienicy mieszka 6 rodzin – wszyscy są ze sobą blisko, jak wielkiej rodzinie. U mnie jest 9 rodzin. Gdy Eryk próbował mnie zabić – krzyczałam o pomoc – i nikt nie przyszedł. Przybiegła Sandra, z sąsiedniej klatki.

Gdzie mieszkasz?

Danusia podaje nazwę ulicy w dzielnicy portowej. Portowe dzielnice na całym świecie niewiele się różnią, moje miasto nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Ulica Kolorowa. Tak, ta słynna ulica Kolorowa… Całe życie chciałam udowodnić, że można mieszkać w złej dzielnicy i pozostać dobrym człowiekiem. Miałam tam nawet takich dobrych sąsiadów, przyjaciół – Ewę i Leszka. Bardzo się kumplowaliśmy, jeszcze za mojego pierwszego małżeństwa. Któregoś roku wysłałam ich na dwa tygodnie na wakacje to tej leśniczówki, którą remontował mój ojciec. „Macie klucze, o nic się nie musicie martwić, nie płacicie za światło, za gaz, za nic – odpoczywajcie”.

Danusia uśmiecha się ciepło.

Zdradzili mnie. Gdy trzeba było zeznawać w sprawie awantury pomiędzy moim ex mężem, Erykiem i moim ojcem, Leszek zeznał, że słyszał, jak mój ojciec krzyczał i groził. Zeznawał wbrew prawdzie. Ale gdy krzyczałam o pomoc, bo Eryk mnie dusił, to Leszek nic nie słyszał. Tak się skończyła moja przyjaźń.

Jeszcze nie zakończyłyśmy, ale nagle otwierają się drzwi i wchodzi mężczyzna. Danuta wstaje, uśmiechnięta, szczęśliwa, promienna i zwraca się do niego po imieniu – Jurek. Facet obrzuca mnie uważnym spojrzeniem. Kończymy szybko rozmowę, wciskam się w kurtkę, rzucam słowa o umówieniu się na podsumowanie rozmowy. Danka idzie z Jerzym do małej kuchenki, coś nalewa, coś przekłada. Grzecznie się ze mną żegna. Już jej nie ma.

Wychodzę.

Błoto. Przemoczę sobie buty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

← Powrót do bloga
Pomoc w czasie pandemii Pomoc w czasie pandemii