„Bycie miłą to przyzwalanie na różne zachowania, na które w środku w sobie zgody nie mamy, ale nie chcemy urazić drugiej osoby” – mówi Monika Perdjon, trenerka zmiany

 

Jak nauczyć się wyznaczania granic? Jak dyplomatycznie powiedzieć „stop”? – Jeśli ktoś zwymyśla „miłą dziewczynkę”, a ona nie zareaguje, to następnym razem ją szturchnie, przegrzebie jej torebkę – mówi Monika Perdjon, twórczyni DramaCoachingu i trenerka zmiany.

Marta Chowaniec: Dlaczego wyznaczanie granic jest ważne?

Monika Perdjon: Zapewnia bezpieczeństwo nam i osobom, z którymi wchodzimy w relacje. Pierwsze skojarzenie ze słowem „granica” dotyczy państwa geograficznego. Wiemy, że jeśli wkraczamy na teren drugiego państwa, musimy dostosować się do zasad, które w nim panują. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy musieli liczyć się z konsekwencjami. Otrzymamy mandat, w najgorszym przypadku mogą nas z tego kraju wydalić. To bardzo trafna metafora. Jeśli nie ustanowię swoich granic, to również skutki nie będą przyjemne. Będę albo w roli ofiary, której ludzie wchodzą na głowę, przekraczają różne granice; emocjonalne, fizyczne i materialne, albo z kolei ja staję się agresorem, narzucam się, np. ze swoją pomocą. Mam dobre intencje, jestem przekonana, że moja reakcja wyjdzie wszystkim na dobre, a tak naprawdę przekraczam granicę. I w obu przypadkach konsekwencje będą bolesne.

Przepraszam, „ja niechcący”…

Niechcący, ale to wynika z braku mojej empatii. Gdybym słuchała innych ludzi i byłabym wrażliwa na ich granice, to nie narzucałabym swojej pomocy, swojego zdania, swojej wizji świata. Często wydaje nam się, że wiemy lepiej od innych, jakie decyzje będą dla nich najlepsze. Ale to zawsze są nasze decyzje – oparte na naszych doświadczeniach, wartościach i przekonaniach.

 

Granice państw nie są równoległe ani proste. 

Nasze też nie powinny. Granica to nie jest mur. Jeśli my się obwarujemy murem, to czym to skutkuje? Izolacją, poczuciem niezrozumienia, brakiem zaufania do innych, samotnością. Nie będziemy wchodzić w bliskie, intymne relacje. Granice powinny być stałe ale elastyczne, które dopuszczają wymianę myśli i emocji. To też daje możliwość proszenia o pomoc w trudnych chwilach.

Jak nauczyć się zatem wyznaczania granic?

Dużo zależy od naszego dzieciństwa – wzorów, jakie z niego wynieśliśmy. Obserwujemy jak nasi rodzice wyznaczają granice miedzy sobą, ale także to, jak oni nas traktowali. Np. wymuszanie na dziecku jedzenia jest ewidentnym przekraczaniem granic fizycznych i emocjonalnych. W przypadku nastolatków, kiedy mamy jakieś podejrzenia, sprawdzamy ich pokój, grzebiemy im w plecaku albo w szufladzie. Można inaczej się zatroszczyć o swój komfort i poczucie bezpieczeństwa. W przyjaznej rozmowie, powiedzieć, że coś nas niepokoi, że chcemy coś sprawdzić. Mamy prawo zajrzeć do plecaka, ale możemy to zrobić z szacunkiem, w obecności dziecka. Możemy zrealizować swój cel, bez deptania cudzej godności.

Jeśli w naszym domu tego szacunku zabrakło a granice były brutalnie przekraczane, to otrzymaliśmy kiepski „bagaż” i trudno nam będzie kreować granice w życiu dorosłym.

Jest też inna ważna kwestia, również związana z dzieciństwem. Dzieci przeżywamy różne emocje, czasem one są dla rodziców dość trudne jak złość, frustracje, i rodzic te emocje neguje. Odpowiada dziecku: „oj nie płacz, nic takiego się nie stało, nie wypada się złościć, przesadzasz” i wtedy dziecko traci zaufanie do swoich emocji. Myśli sobie – czuję „źle”, nie mam racji. Potem to dziecko dorasta i kiedy ma wrażenie, że jakaś osoba przekracza jej granice, to chce tych granic bronić. Ale kiedy usłyszy: „oj przestań”, „wymyślasz”, to znowu nie zaufa swoim odczuciom. Pomyśli „może faktycznie przesadzam” i się wycofuję.

 

Jak wytłumaczyć dziecku emocje?

Trzeba je nazwać, zaakceptować i wytyczyć granice zachowania. „Widzę, że jesteś zły, ale nie zgadzam się, żebyś kopał Kubusia”. Korygujemy zachowania, które nam się nie podobają, ale dajemy przestrzeń do przeżywania emocji. Warto też ponazywać małemu dziecku emocje, żeby miało jasność z tym, co się z nim dzieje. Kiedy ono dorasta – już nie mówimy mu, co czuje – tylko pytamy. Pamiętam swoją rozmowę z synem, kiedy powiedziałam: „widzę, że jesteś zły”, odpowiedział mi „wcale nie jestem zły, wściekły jestem” (śmiech). Pomyślałam sobie, to jest ten moment, kiedy moje dziecko wie, co czuje.

Warto rozmawiać z dziećmi o ich granicach, żeby zapewnić im bezpieczeństwo. Zacznijmy od granic fizycznych, że każdy z nas odpowiada za swoje ciało i nie powinien być dotykany w ogóle albo w sposób, w jaki nie chce. Musimy to dzieciom uświadamiać nie tylko przez powtarzanie, ale przede wszystkim przez działanie – np. dajmy dziecku prawo odmówić całuska, czy tulaska. Dziecko to nie maskotka cioci, czy babci.

A w dorosłym życiu?

Zacznijmy od obserwowania siebie samej, co ja poczułam w danej sytuacji. Następny krok: zastanowienie się, co spowodowało, że się tak poczułam. Kolejna rzecz: jakie potrzeby za tym stoją, które nie zostały zaspokojone. Jeśli odczuwam złość, to pewnie moje granice zostały przekroczone. Jeśli odczuwam smutek, konkretna moja potrzeba nie została zaspokojona. Zachęcam do przyglądania się sobie, do dania sobie czasu. Nawet jeśli jestem w trudnej sytuacji, nie muszę od razu reagować, mogę powiedzieć: muszę ochłonąć, muszę się nad tym zastanowić, potrzebuję czasu. Nasze granice są często testowane przez inne osoby, naruszane. Jeśli dana osoba często się spóźnia, a my na to przyzwalamy, to możemy się spodziewać, że naruszy ona kolejne granice, np. nie dotrzyma danego słowa.

Jak się to wiąże do tzw. bycia miłym. Dziewczynki są nadal chowane do „bycia miłą”. 

Bycie miłym to przyzwalanie na różne zachowania, na które w środku w sobie zgody nie mamy, ale nie chcemy urazić drugiej osoby. Być może boimy się jej gniewu, odrzucenia. Pamiętajmy też, że granice są przesuwane stopniowo. Jeśli ktoś zwymyśla „miłą dziewczynkę”, a ona nie zareaguje, to następnym razem ją szturchnie, przegrzebie jej torebkę. Warto powiedzieć stop i sprawdzić, czy dana osoba moje zdanie uszanuje.

 

Jak powiedzieć stop dyplomatycznie, bez zrywania relacji? 

Są relacje, które lepiej zerwać. W sytuacji kiedy stawiamy granice, mówimy, że nie zgadzamy się na ich przesunięcie i nie jest to respektowane. Będą takie osoby w naszym życiu, które chcą nas wykorzystać, będą się nam narzucały, negowały nasze racje, nasze emocje, mówiły: e… przesadzasz, histeryzujesz, przecież nic takiego się nie stało. Nie warto żyć w poczuciu krzywdy, w roli ofiary. Zawsze zachęcałabym do mówienia o swoich emocjach, żeby nie atakować, bo dana osoba odpowie atakiem na atak, co wzmoże konflikt. Np. kiedy ktoś nie przychodzi na spotkanie albo spóźnia się kolejny raz, to możesz poczuć się lekceważona. Powiedz jej „jest mi przykro. Czuję złość na ciebie/ czuję smutek. Na przyszłość chciałbym, żebyś był punktualnie”. Jeśli dana osoba powie Ci: „jesteś głupia”, odpowiedz, że takie określenie cię obraża, i co w związku z tym czujesz, a nie odpowiadaj kolejnym epitetem.

Ha, to chyba trzeba mieć stalowe nerwy.

Dlatego zawsze lepiej wyjść, ochłonąć, odczekać, a dopiero potem odpowiedzieć, aby nie dać się ponieść emocjom i nie stawać w rolę agresora w obronie swoich granic.

W pewnym programie pewna pani mówiła do pewnego pana: „Nie mów do mnie teraz”.

Trudno to interpretować bez emocjonalnego kontekstu pokazanego w tym programie. Można powiedzieć: „Jestem zła, jestem wzburzona, potrzebuję chwili przerwy, potrzebuję się zastanowić, co dalej”. Mówienie „Nie mów do mnie teraz”, jest odrzuceniem danej osoby i tego, co chce nam zakomunikować. Zostaje też wtedy w poczuciu, że nie wie, co się dzieje, co dalej z relacją. Warto się o tę drugą osobę zatroszczyć, nie odrzucać jej. Wszystko zależy, w jakiej relacji jesteśmy, czy jesteśmy w niej bezpieczne i na ile czujemy się zagrożone. Kiedy jesteśmy atakowane, to nie ma miejsca na dyplomację – trzeba jasno postawić granicę i się obronić – ale mówię tu o skrajnych sytuacjach. W zdrowych relacjach wiele zależy od tego, czego oczekujemy od partnera w związku. Jeśli szacunku – nie możemy zgadzać się na nieprzyjemne odpowiedzi, na wyzwiska, czy wyśmiewanie. Jeśli partner nauczył się w ich domu, bo np. rodzice odnosili się do siebie w taki sposób, można mu wytłumaczyć, co taka odpowiedź mi robi.

 

Nauczyć go nowych komunikatów, sposobów rozmowy. 

Rola nauczyciela stawia nas w pozycji osoby lepiej wiedzącej, tej mądrzejszej. Lepiej opowiadać o swoich emocjach.

I liczyć, że zrozumie?

Jest taka szansa. Jeśli ta osoba jest empatyczna i zależy jej na relacji z nami, to na pewno się postara.

Jeśli nadal jesteśmy manipulowani, to znaczy, że nasze granice zostały przekroczone. Co wtedy czujemy?

Złość, bunt i poczucie krzywdy. I wtedy pojawia się kolejne pytanie, na ile nam na tej osobie zależy. Jeśli to notorycznie się powtarza, warto zastanowić się, czy się nie rozstać. Czasem nie ma dyplomatycznych odpowiedzi.

Jeśli chcę być lubianą?

I z tego powodu pozwolisz sobie wejść na głowę?

Pewnie tak.

Warto odwołać się do swoich wartości, czy chcę być lubianą za wszelką cenę, czy moje samopoczucie jest dla mnie ważne? Jeśli będę pozwalała się wykorzystywać np. zostając po godzinach pracy, wcześniej czy później pojawi się frustracja, na której niczego nie można zbudować. W pewnym momencie taka postawa przejdzie w bierną agresję, ironię, cynizm. Z wybawiciela stanę się prześladowcą, który będzie wymagał wdzięczności, mówił, tyle dla Ciebie zrobiłam, a Ty tego nie szanujesz. Czy rzeczywiście będę wtedy lubianą? Im bardziej przekraczane są granice, tym bardziej relacje stają się toksyczne i bolesne. Ważna jest odpowiedzialność za siebie, to czy umiem się o siebie zatroszczyć.

 

Jak już się nauczę, odważę się, powiem…

To wywoła szok. Jak to? Zawsze płaciłaś za moją kawę, a teraz nie chcesz? Trzeba mieć świadomość, że moja odmowa może spotkać się z niezrozumieniem. Ważne jednak by być w zgodzie ze sobą,  Nie wystarczy nauczyć się określonych asertywnych formułek. Najważniejsze jest to, żebyśmy same wierzyły, że jestem tak samo ważna, jak inni ludzie na świecie, mam prawo do stawiania granic i nie można mnie wykorzystywać. Jeśli będą o tym przekonana, to dużo łatwiej przyjdzie mi odpowiedź. Jeśli od dziecka byłam uczona, że moje potrzeby nie są ważne, to muszę nauczyć się, że owszem, są ważne. A nasze otoczenie może tę postawę przyjąć ze zrozumieniem, albo póbować utrzymać nas w utartym schemacie, np przez okazywanie swojego niezadowolenia.

Wtedy można poczuć wyrzuty sumienia. 

Mogą się pojawić na początku ale będą coraz mniejsze, jeśli odwołam się do swoich wartości. Warto zastanowić się, jak ja chce się czuć w relacjach? Zadać sobie pytanie: kto ma prawo decydować o moim żuciu? Czy to co ja robię, wynika ze mnie, czy z wpojonych powinności i czy dziś się z nimi utożsamiam. Jako dziecko byliśmy zależni od swoich rodziców, jak nam nie zmienili pieluchy, to nie mieliśmy zmienionej. Bardzo często wchodzimy w relacje z pozycji dziecka, w poczuciu, że jestem zależna od swojego partnera, od mojego szefa i pozwalam się traktować jak w relacji z rodzicami. Jako osoba dorosła jestem odpowiedzialna za swoje decyzje. Jeśli jestem odpowiedzialna, to sama ustalam zasady.

Odpowiedzialność to takie odpowiedzialne słowo .

To powiedz wolność. Odpowiedzialność daje poczucie niesamowitej wolności. To ty decydujesz!

Monika Perdjon – DramaCoach, Trener zmiany, w trakcie certyfikacji na Interwenta Kryzysowego. Współpracuje z Centrum Praw Kobiet, Kliniką Stresu, Centrum Terapii i Rozwoju Zacisze, portalem Zwierciadło, udziela porad eksperckich na forum gazeta.pl „Stres i emocje”. Stworzyła DramaCoaching, metodę łączącą coaching ICF z dramą edukacyjną i psychodramą Moreno. Współprowadzi terapeutyczną Grupę Teatralną.

Wywiad opublikowany na portalu Hello Zdrowie